PDF Drukuj E-mail

Gdybyś Tak Umiał Kochać


Gdybyś tak kochał swe oczy
I głowę swą gdybyś kochał
Co by się wtedy stało
Co by się stało

Czy byś zobaczył w tych oczach
Demony zielone anioły
A może Miłość ukrytą pod rzęsą
Co by się wtedy zmieniło

A głowę jakbyś nosił
Pięknie i wysoko
Jakbyś ją uszczęśliwił
Każdym pulsem z serca

A serce gdybyś kochał
A dłonie
A stopy
A swoje sny

Gdybyś tak z oczu kryształy zdjął
Z serca wypędził żal
Odnalazł skarby
Ukryte niegdyś niepotrzebnie

Co by się wtedy działo

***
Szukam muzyki dla ciebie
W zbiorach całego świata
O pomoc świerszcze proszę
I wiatr co czoło omiata

Wpatrzona sercem w punkcik
Na którym smutny stoisz
Gońcem wietrznym posyłam
Melodię która cię uspokoi

Ukoi twoja samotność
Wzrok we wzroku zanurzy
Dłonie w dłonie włoży
I duszę przybliży do duszy


***
Przy mnie się połóż
Podajmy sobie ręce
Posłanie z traw
Splecione dłonie
I szybko bijące serce

I taka bliskość
Choć między nami - ocean

***
Chcę ci dać to co najtkliwsze
Najgorętsze najmocniejsze najczulsze
Na teraz natychmiast i na pojutrze
Co namiętnym majowym oddechem
Owionie omota otuli
Krzaczym bzowym ramieniem przygarnie
I do serca przytuli

A wtedy ty spoczniesz we mnie
Jak ten mały owad
We łzie ze złotego bursztynu

***
Pozwól dotknąć twej twarzy
I oczu i ust
Zanurzyć się w twoim spojrzeniu

Nic nie mów daj ręce
Czujesz jak stają się coraz gorętsze
A nasze życie prostsze
I troski coraz lżejsze

***
Stapiam się z niebem
I z plażą gorącą
Piach przesypuję w klepsydrze dłoni
Jak czas
Czas trwania białego obłoku
Podobnego do mnie

Poddaję się urokowi trwania
Bez pośpiechu
Ciebie wypatruje z dali
Ku mnie idącego

Czekam na twoje przyjście
Jak brzeg - na przypływ fali

***

Dotknęłam świata w tym miejscu
W którym jednoczył się z niebem
Czubkami drzew łowiłam chmury
A korzeniami piłam ze strumienia

Byłam życiem

Drzewa pięły się gąszczem
Splątane olszynowym lękiem
Przeciw niewierności księżycowej nocy
Szukając pewności w niepewności

Były życiem

Splątany ze mną korzeniami
Bliski każdym możliwym dotykiem
Byłeś bluszczem z wodą zieloną
W naprężonych żyłach

Byłeś życiem

Myśli krążyły nieustannie
I one były życiem nade wszystko

W moim doczesnym domu zamieszkał świerszcz, często mnie budzi skrzypką swoją przed świtaniem - wesoły, ciepło minęła mu zima. Kornik piłuje skrycie którąś belkę w stropie. Kanarek żyje na swobodzie i boso kląska po podłodze, wyjada cukier z cukiernicy i ziemię z doniczek. Paprocie blade na przedwiośniu, smukleją im liście aż do ziemi. A ty - odwiedzasz mnie we śnie i pomieszkujesz w myślach bez meldunku.

Witam cię przechodniu
Pewnego razu byłeś mi bliski
Poznałam cię w skinieniu rzęs

Byłeś dla mnie dobry
Przez chwilę
I przez chwilę byłeś zły

Mogło się zdarzyć
Ze zapomniałabym o tobie

Teraz wątpię
Czy zapomnienie jest w ogóle możliwe

Miasto nie śpi. Lśni lampami nieczułymi na bezsenność, śmieciarki oczyszczają śmietniki ze zużytych protez do oddychania, podtrzymywania krążenia krwi, sztucznych nerek, nóg, rąk, penisów, pochw, oczu, okularów, zębów, szczęk, z niechcianych płodów, amputowanych części ciał... z opakowań do chleba, do wody, do piasku dla kota... Zbierają stare auta, porzucone rowery. Nie ma takiego serwisu, który zbierałby nieprzydatne produkty umysłowe w postaci depresyjnych myśli, które roją się wokół zmęczonych nadmierną pracą głów. Tworzą się z nich całe chmury pełne łez, albo gradowych słów. Czasem puste przestrzenie wypełnione milczeniem.

Dziś jeszcze będzie tak
Że w dłoniach skryjesz twarz
I stłumisz serca swego płacz

Założysz pokutne szaty
Głowę ogolisz szorstko
Powściągniesz usta
Odmówisz im pokarmu

Dłonie złożysz
W przestrzeń wystrzelisz tysiąc próśb

Jeszcze masz nadzieję
Wiary szukasz
O miłość błagasz

Nie wiesz
Gdzie ONA
Ani jaka JEST

Oto JESTEM
Możesz zobaczyć mnie i dotknąć

Jeszcze MOŻNA OCALIĆ MNIE
Gestem

Próbuję napisać list. Nie łatwo jest pisać, gdy słowa uciekają z prędkością światła, wymykają się, trwonią. Daremnie zaglądasz do pocztowej skrzynki. W myślach odpowiadam od dawna na Twój wiersz: Cóż mi po tym, że w Twoim ogrodzie wierzba najpiękniej płacze, że w sypialni pachnie majowym bzem, a Ty czekać umiesz...Wino czerwone grzejesz w dłoni... Jeśli nie jestem tą wierzbą, nie wdycham tego powietrza, wina nie piję z Tobą - to tylko Twoja wierzba, Twój zapach z ogrodu i wino. Mogłam się jednak pogrążyć w subtelnościach czasu, o których zapomniałam, że są... Chwile umierają dla nas, bezpowrotnie, choć zdają się powracać...z każdą wiosną... Patrzę jak wciąż lejesz czerwone wino czekania ...
< Poprzedni   Następny >