Najlepszy koan jaki istnieje, to mi³o¶æ, to zwi±zek. (...). Zwi±zek to
puzzle bez wskazówki i klucza do nich. I chocia¿ próbujesz sobie z nim
radziæ, to nigdy nie bêdziesz w stanie daæ sobie z nim rady. Nikt nigdy
nie by³ w stanie sobie z nim poradziæ. Jest stworzony w taki sposób, ¿e
po prostu pozostaje puzzlem. Im bardziej próbujesz go zdemaskowaæ, tym
bardziej staje siê tajemniczy. Im bardziej próbujesz go zrozumieæ, tym
bardziej staje siê nieuchwytny.
Jest to koan znacznie wiêkszy od tego, który mistrz Zen daje swoim
uczniom, poniewa¿ ich koany s± medytacyjne - i osoba pozostaje z nim
sam na sam. Kiedy dany jest ci koan zwi±zku jest on o wiele bardziej
skomplikowany, poniewa¿ jest was dwoje - inaczej uformowanych, inaczej
uwarunkowanych, przeciwnie polaryzuj±cych, zmierzaj±cych w przeciwnych
kierunkach, manipuluj±cych sob± nawzajem, próbuj±cych posi±¶æ,
zdominowaæ.... tysi±ce i jeden problemów.
Podczas medytowania, jedynym problemem jest jak byæ spokojnym, jak nie
zostaæ uchwyconym przez my¶li. W zwi±zku istnieje tysi±ce i jeden
problemów. Sied¼ spokojnie obok swojej ¿ony i zobaczysz - od razu
zacznie dociekaæ: "Dlaczego jeste¶ taki spokojny? O co ci chodzi?". Lub
powiedz co¶ i bêdziesz w k³opocie - cokolwiek powiesz, pozostajesz
zawsze nierozumiany.
¯aden zwi±zek nigdy nie osi±gn±³ punktu w którym nie ma ¿adnego
problemu. A gdy czasem widzisz taki zwi±zek, który dochodzi do punktu w
którym nie ma ju¿ wiêcej problemów, to po prostu oznacza, ¿e to ju¿ nie
jest d³u¿ej zwi±zek. Zwi±zek zanikn±³ - walcz±cy zmêczyli siê, zaczêli
akceptowaæ rzeczy takimi jakimi s±. S± znudzeni, ju¿ nie chc± d³u¿ej
walczyæ. Pogodzili siê z tym, nie chc± ju¿ niczego polepszaæ.
W przesz³o¶ci ludzie próbowali stworzyæ rodzaj harmonii si³±. Dlatego
przez wieki, kobiety by³y represjonowane - to by³ jeden sposób
ustalania porz±dku. Po prostu zmu¶ kobietê by pod±¿a³a za mê¿czyzn±, i
ju¿ nie ma d³u¿ej ¿adnego problemu. Ale to tak¿e nie jest ju¿ zwi±zek.
Gdy kobieta nie jest ju¿ niezale¿n± osob± problem znika - ale kobieta
tak¿e znika. Wtedy jest ona rzecz± do u¿ycia, zanika rado¶æ i mê¿czyzna
zaczyna rozgl±daæ siê za innymi kobietami.
Je¶li kiedykolwiek napotkasz szczê¶liwie ma³¿eñstwo, nie ufaj pozorom.
Wejd¼ trochê g³êbiej w to co widzisz i bêdziesz zaskoczony. S³ysza³em
raz o jednym szczê¶liwym ma³¿eñstwie....
Farmer zdecydowa³, ¿e nadszed³ czas na o¿enek, wiêc zaprz±g³
swego mu³a i pojecha³ do miasta znale¼æ ¿onê. Po jakim¶ czasie, znalaz³
kobietê i pobrali siê. Wiêc oboje wspiêli siê na mu³a i ruszyli ku
farmie. Po jakim¶ czasie mu³ stan±³ i nie chcia³ siê dalej ruszyæ.
Farmer zszed³ z niego, znalaz³ du¿ego kija i zacz±³ go nim ok³adaæ,
dopóki ten siê nie ruszy³.
"To by³o raz" powiedzia³ farmer.
Kilka mil pó¼niej mu³ stan±³ ponownie i ca³a scena powtórzy³a siê. Po
biciu, gdy mu³ ponownie siê ruszy³, farmer powiedzia³: "To by³ drugi
raz".
Kilka mil pó¼niej, mu³ zatrzyma³ siê po raz trzeci. Farmer zszed³ z
niego, ¶ci±gn±³ swoj± ¿onê na dó³, wzi±³ pistolet i strzeli³ mu³owi
prosto miêdzy oczy, zabijaj±c go na miejscu.
"To by³a g³upia rzecz, któr± uczyni³e¶!" krzycza³a ¿ona. "To by³o
warto¶ciowe zwierzê i tylko dlatego, ¿e zdenerwowa³o ciê, zabi³e¶ je!
To by³o g³upie, bezmy¶lne....." kontynuowa³a tak przez jaki¶ czas. Gdy
przesta³a na chwilê by wzi±æ oddech, farmer odpowiedzia³: "To by³o raz".
I mówi±, ¿e po tym ¿yli na zawsze w szczê¶liwym ma³¿eñstwie!
To jest jeden sposób rozwi±zywania rzeczy, tak postêpowano w
przesz³o¶ci. W przysz³o¶ci, przeciwny uk³ad bêdzie wypróbowany - m±¿
bêdzie musia³ pod±¿aæ za ¿on±. Ale sytuacja jest ta sama.
Zwi±zek jest koanem. I dopóki nie rozwi±¿esz bardziej fundamentalnych
rzeczy w sobie, nie mo¿esz go rozwi±zaæ. Problem mi³o¶ci mo¿e zostaæ
rozwi±zany tylko wtedy gdy zosta³ rozwi±zany problem medytacji, nigdy
wcze¶niej. Poniewa¿ to tak naprawdê to dwie niemedytuj±ce osoby tworz±
problem. Dwie osoby które s± w pomieszaniu, które nie wiedz± kim s± - i
naturalne jest, ¿e powielaj± nawzajem swoje pomieszanie, potêguj± je.
Dopóki medytacja nie jest osi±gniêta, mi³o¶æ pozostaje nieszczê¶ciem.
Gdy raz nauczysz siê jak ¿yæ samemu, gdy raz nauczysz siê jak cieszyæ
siê sw± prost± egzystencj±, bez ¿adnego powodu, wtedy istnieje
mo¿liwo¶æ rozwi±zania drugiego, bardziej skomplikowanego problemu dwóch
osób bêd±cych razem. Tylko dwoje medytuj±cych mo¿e ¿yæ w mi³o¶ci - i
wtedy mi³o¶æ nie bêdzie koanem. Ale wtedy nie bêdzie to tak¿e zwi±zek w
sensie w jakim go pojmujesz. To bêdzie stan mi³o¶ci, a nie stan zwi±zku.
Wiêc ja rozumiem problem zwi±zku. Ale zachêcam ludzi do wchodzenia w te
k³opoty poniewa¿ te k³opoty uczyni± ciê ¶wiadomym fundamentalnego
problemu - ¿e ty, g³êboko w ¶rodku swego bytu, jeste¶ zagadk±. I, ¿e
drugi cz³owiek jest po prostu twym lustrem. Jest trudno poznaæ swoje
problemy bezpo¶rednio, jest bardzo ³atwo poznaæ je w zwi±zkach. W nich
dostêpne jest ci lustro; mo¿esz ujrzeæ swoj± twarz w lustrze i drugi
mo¿e ujrzeæ swoj± twarz w lustrze. I obydwoje s± pe³ni gniewu bo
obydwoje widz± brzydkie twarze. I naturalnie oboje krzycz± na siebie
nawzajem, bo ich naturaln± logik± jest, "To ty, to lustro, czynisz, ¿e
wygl±dam tak brzydko. Tak poza tym jestem piêkn± osob±".
To jest problem, który kochankowie próbuj± rozwi±zaæ i nie umiej±. Co
mówi± raz po raz to: "Jestem tak± piêkn± osob±, ale to ty czynisz, ¿e
wygl±dam tak brzydko".
Nikt nie czyni ciê brzydkim - ty jeste¶ brzydki. Przykro mi, ale tak
jest. Dziêkuj drugiemu, b±d¼ wdziêczny drugiemu, poniewa¿ on/ona pomaga
ci ujrzeæ tw± twarz. Nie z³o¶æ siê i wejd¼ w siebie g³êbiej, wejd¼
g³êbiej w medytacjê.
Lecz co siê dzieje, to gdy osoba jest zakochana, wtedy zapomina o
medytacji. Spogl±dam wokó³ siebie - widzê, i¿ brakuje kilku osób i wiem
co siê im przydarzy³o. Mi³o¶æ im siê przydarzy³a. Teraz my¶l±, ¿e nie
s± tu potrzebni. Przyjd± tylko wtedy gdy mi³o¶æ wykreuje du¿o
problemów, które stan± siê dla nich niemo¿liwymi do rozwi±zania.
Wówczas przyjd± i zapytaj± "Osho, co robiæ?"
Gdy jeste¶ zakochany, nie zapominaj o medytacji. Mi³o¶æ niczego nie
rozwi±¿e. Mi³o¶æ poka¿e ci tylko kim jeste¶, gdzie jeste¶. I to jest
dobre, ¿e mi³o¶æ czyni ciê uwa¿nym - uwa¿nym na ca³e pomieszanie i
chaos w tobie. Teraz jest czas by medytowaæ! Je¶li mi³o¶æ i medytacja
id± w parze, bêdziesz mieæ oba skrzyd³a, bêdziesz mieæ balans.
I co¶ przeciwnego tak¿e siê wydarza. Kiedy osoba zaczyna wchodziæ
g³êbiej w medytacjê, zaczyna unikaæ mi³o¶ci, poniewa¿ my¶li, ¿e je¶li
wejdzie w mi³o¶æ to jej medytacja zostanie zak³ócona - to jest tak¿e
niew³a¶ciwe. Medytacja nie zostanie zak³ócona, przeciwnie - mi³o¶æ
pomo¿e medytacji. Dlaczego pomo¿e? Poniewa¿ mi³o¶æ bêdzie ci pokazywaæ
gdzie s± ci±gle problemy. Bez mi³o¶ci staniesz siê nie¶wiadomy swoich
problemów. Ale stanie siê ich nie¶wiadomym nie oznacza wcale ich
rozwi±zania. Je¶li nie ma lustra, nie oznacza to, ¿e nie masz ¿adnej
twarzy.
Mi³o¶æ i medytacja powinny i¶æ rêka w rêkê Jest to jedno z najbardziej
istotnych przes³añ którym chcia³bym siê z tob± podzieliæ: Mi³o¶æ i
medytacja powinny i¶æ ze sob± rêka w rêkê. Kochaj i medytuj, medytuj i
kochaj - i powoli, powoli, powoli ujrzysz wschodz±c± w tobie now±
harmoniê. Tylko ta harmonia uczyni ciê pe³nym.
PYTANIA
Jak mogê byæ pewien, ¿e kobieta kocha mnie naprawdê, a nie odgrywa ¿adnych gier?
To jest trudne! Nikt nigdy nie by³ w stanie byæ tego pewnym poniewa¿,
tak naprawdê, mi³o¶æ jest gr±. To jest jej rzeczywisto¶æ! Wiêc je¶li
czekasz i obserwujesz, my¶lisz i analizujesz czy ta kobieta, która jest
w tobie zakochana tylko gra czy te¿ prawdziwie kocha, nigdy nie
bêdziesz w stanie kochaæ ¿adnej kobiety - poniewa¿ mi³o¶æ jest gr±,
najwy¿sz± gr±.
Nie ma potrzeby pytania o jej prawdziwo¶æ. Graj w grê, to jest jej
rzeczywisto¶æ. I je¶li zbyt bardzo poszukujesz rzeczywisto¶ci, wtedy
mi³o¶æ nie jest dla ciebie. Ona jest marzeniem, fantazj±, to fikcja -
ona jest romansem, poezj±. Je¶li bardzo poszukujesz rzeczywisto¶ci, to
mi³o¶æ nie jest dla ciebie. Wtedy medytuj.
I ja wiem, ¿e pytaj±cy nie jest tego typu - ¿adna medytacja nie jest
mo¿liwa dla niego, przynajmniej nie w tym ¿yciu! Ma wiele karmy do
spe³nienia z kobietami. Wiêc stale my¶li o medytacji i stale spotyka
siê z t± kobiet± czy tamt±. Obecnie kobiety z którymi siê spotyka, one
tak¿e przychodz± do mnie i mówi± "Czy on naprawdê jest w nas zakochany?
Co robiæ?" I oto on wychodzi teraz z tym pytaniem!
Ale ten problem pojawia siê w ka¿dym z nas prêdzej czy pó¼niej,
poniewa¿ nie ma sposobu by go unikn±æ. (...) Jeste¶my sobie tak obcy -
jeste¶my obcy, i nasze spotkanie jest po prostu przypadkowe. Nagle
krzy¿uj± siê nasze drogi, nie wiemy kim jeste¶my, nie wiemy kim jest
druga osoba. Dwoje obcych sobie spotyka siê na drodze, czuj±c siê
osamotnionymi, trzymaj± siê za rêce - i my¶l±c, ¿e s± zakochani.
Potrzebuj± drugiego cz³owieka, z pewno¶ci±, ale jak byæ pewnym, ¿e tam jest mi³o¶æ?
Czyta³em raz piêkn± anegdotê; pos³uchajcie jej uwa¿nie:
Pó¼n± noc± do ma³ego ¶rodkowozachodniego miasteczka przyby³a
kobieta, i okaza³o siê, ¿e nie ma ani jednego wolnego pokoju w hotelu.
"Przykro mi" rzek³ recepcjonista, "ale ostatni pokój jaki mieli¶my
zosta³ w³a¶nie wynajêty przez W³ocha".
Który to numer?" zapyta³a w desperacji kobieta. "Mo¿e uda mi siê co¶ z nim wynegocjowaæ"
Recepcjonista powiedzia³ jej który to pokój, kobieta wesz³a na górê i zapuka³a do drzwi. W³och wpu¶ci³ j± do siebie.
"Proszê pana" powiedzia³a "Nie znam pana i pan mnie nie zna, ale
rozpaczliwie potrzebujê miejsca do spania. Nie bêdê panu przeszkadzaæ,
obiecujê, je¶li tylko pozwoli mi pan skorzystaæ z tej ma³ej kanapy."
W³och pomy¶la³ przez minutê i odpowiedzia³ "Ok.". Kobieta zwinê³a siê w
k³êbek na kanapie i W³och wróci³ do ³ó¿ka. Ale kanapa by³a bardzo
niewygodna i po kilku minutach kobieta na palcach podesz³a do ³ó¿ka i
szturchnê³a W³ocha w ramiê. "Proszê pana" rzek³a "Nie zna mnie pan, i
ja nie znam pana, ale ta na tej kanapie spanie jest niemo¿liwe. Czy
mog³abym przespaæ siê tutaj, na skraju ³ó¿ka?"
"Ok." odpowiedzia³ W³och, "Proszê skorzystaæ ze skraju ³ó¿ka".
Kobieta po³o¿y³a siê na ³ó¿ku, ale po kilku minutach poczu³a zimno i ponownie szturchnê³a W³ocha.
"Proszê pana" powiedzia³a "Nie zna mnie pan, i ja nie znam pana, lecz
jest tu bardzo zimno. Czy mog³abym spaæ pod ko³dr± wraz z panem?"
"Ok." odpowiedzia³ W³och "Proszê skorzystaæ z ko³dry".
Kobieta wsunê³a siê pod ko³drê, lecz blisko¶æ mêskiego cia³a poruszy³a
j± i zaczê³a czuæ siê trochê napalona. Znowu szturchnê³a W³ocha.
"Proszê pana" rzek³a "Nie zna mnie pan i ja nie znam pana, ale co s±dzi pan o ma³ym przyjêciu?"
Doprowadzony do rozpaczy W³och podniós³ siê z ³ó¿ka krzycz±c: "Nie znam
pani, i pani nie zna mnie, w samym ¶rodku nocy kogo zaprosimy na
przyjêcie?"
I to w³a¶nie tak jest "Ty nie znasz mnie, ja nie znam ciebie". Jest
przypadkowe. S± w ludziach potrzeby, ludzie czuj± siê osamotnieni,
potrzebuj± kogo¶ kto by wype³ni³ ich samotno¶æ. Nazywaj± to mi³o¶ci±.
Pokazuj± mi³o¶æ poniewa¿ jest to jedyny sposób na to by kogo¶
przyci±gn±æ do siebie. Ten kto¶ nazywa to tak¿e mi³o¶ci± poniewa¿ jest
to jedyny sposób na to by przyci±gn±æ ciebie. Ale kto wie czy to jest
mi³o¶æ czy nie? W rzeczywisto¶ci mi³o¶æ jest gr±.
Tak, istnieje mo¿liwo¶æ prawdziwej mi³o¶ci, ale ona wydarza siê tylko
wtedy gdy nikogo nie potrzebujesz - w tym le¿y trudno¶æ. Tak samo
funkcjonuj± banki. Je¶li idziesz do banku i potrzebujesz pieniêdzy, nie
dadz± ci ¿adnych. Je¶li nie potrzebujesz ¿adnych pieniêdzy, masz ich
wystarczaj±co du¿o, przyjd± do ciebie i zawsze bêd± gotowi ci je daæ.
Gdy nie potrzebujesz, s± gotowi ci je daæ, gdy potrzebujesz, nie s±
gotowi ich daæ.
Gdy nie potrzebujesz osoby w ogóle, gdy jeste¶ ca³kowicie
samowystarczalny, kiedy mo¿esz byæ sam i byæ niezmiernie z tym
szczê¶liwy i ekstatyczny, wtedy mi³o¶æ jest mo¿liwa. Ale wtedy, tak¿e,
nie mo¿esz byæ pewien czy mi³o¶æ drugiego jest prawdziwa czy te¿ nie -
mo¿esz byæ pewien tylko jednej rzeczy: tego czy twoja mi³o¶æ jest
prawdziwa. Jak mo¿esz byæ pewien co do drugiej osoby? Lecz wówczas nie
ma potrzeby bycia tego pewnym.
Ten ci±g³y niepokój co do tego czy mi³o¶æ drugiej osoby jest prawdziwa
czy te¿ nie, pokazuje po prostu jedn± rzecz: ¿e twoja mi³o¶æ nie jest
prawdziwa. W przeciwnym razie kto by siê tym przejmowa³? Dlaczego siê
tym zamartwiaæ? Ciesz siê tym gdy trwa, b±d¼ razem gdy mo¿esz byæ
razem! To jest fikcja, lecz ty potrzebujesz fikcji.
Nietsche mia³ w zwyczaju mawiaæ, ¿e cz³owiek nie umie ¿yæ bez k³amstw.
Nie umie ¿yæ z prawd±; prawda jest zbyt ciê¿ka do zniesienia.
Potrzebujesz k³amstw - k³amstwa w subtelny sposób nawil¿aj± twój
system. S± lubrykantami - widzisz kobietê, mówisz "Jaka piêkna! Nigdy
nie spotka³em tak piêknej osoby". To s± po prostu lubrykacyjne k³amstwa
- wiesz to! Ju¿ mówi³e¶ te same s³owa innej kobiecie, i wiesz, ¿e
bêdziesz je mówi³ innej kobiecie w przysz³o¶ci. I kobieta tak¿e mówi,
¿e jeste¶ jedyn± osob±, która kiedykolwiek j± tak poci±ga³a. To s±
k³amstwa. Za tymi k³amstwami nie ma nic poza potrzeb±. Chcesz by ta
kobieta by³a z tob±, by wype³ni³a tw± wewnêtrzn± dziurê, chcesz
wype³niæ jej obecno¶ci± sw± wewnêtrzn± pustkê. Ona tak¿e tego chce.
Próbujecie u¿yæ siebie nawzajem jako ¶rodków.
Dlatego kochankowie, tak zwani kochankowie, zawsze s± w konflikcie -
poniewa¿ nikt nie chce byæ u¿ywany, bo gdy u¿ywasz osobê to ona staje
siê rzecz±, redukujesz j± do towaru. I ka¿da kobieta czuje, po kochaniu
siê z mê¿czyzn±, smutna, oszukana, poniewa¿ mê¿czyzna odwraca siê
plecami i zasypia - skoñczone jest skoñczone!
Wiele kobiet powiedzia³o mi, ¿e p³acz± po kochaniu siê z mê¿czyzn± -
poniewa¿ po kochaniu siê mê¿czyzna nie jest ju¿ d³u¿ej zainteresowany.
Jego zainteresowanie le¿a³o w konkretnej potrzebie, nastêpnie odwraca
siê, zasypia i nawet nie zawraca sobie g³owy tym co siê dzieje z
kobiet±. Mê¿czy¼ni czuj± siê tak¿e oszukani. Wkrótce zaczn±
podejrzewaæ, ¿e kobieta kocha ich dla czego¶ innego - dla pieniêdzy,
w³adzy, bezpieczeñstwa. Zainteresowanie mo¿e mieæ pod³o¿e ekonomiczne,
lecz to nie jest mi³o¶æ.
Ale to jest prawda. Tak w³a¶nie jest, tylko tak mo¿e byæ! Sposób w jaki
egzystujesz, ¿yjesz prawie, ¿e ¶pi±c, poruszaj±c siê w stanie
zamroczenia, to jest jedyny sposób z mo¿liwych. Lecz nie martw siê tym
czy kobieta kocha ciê prawdziwie czy te¿ nie. Dopóki ¶pisz bêdziesz
potrzebowaæ czyjej¶ mi³o¶ci - nawet je¶li jest fa³szywa, bêdziesz jej
potrzebowaæ. Ciesz siê ni±. Nie kreuj niepokoju. I próbuj bardziej i
bardziej przebudziæ siê .
Pewnego dnia, kiedy naprawdê siê przebudzisz, bêdziesz w stanie kochaæ
- lecz wtedy bêdziesz pewien tylko swojej mi³o¶ci. I to wystarczy! Kto
przejmowa³by siê reszt±? Teraz chcesz u¿ywaæ innych; gdy jeste¶
naprawdê b³ogi sam w sobie, nie chcesz u¿ywaæ nikogo. Chcesz siê wtedy
dzieliæ. Masz tak du¿o, tak du¿o w sobie, przelewaj±cego siê, i
chcia³by¶ siê tym z kim¶ dzieliæ. I bêdziesz czu³ siê wdziêczny, ¿e
kto¶ by³ gotów to przyj±æ. I na tym koniec! To tyle!
Teraz, zbyt bardzo martwisz siê tym czy ta druga osoba kocha ciê
naprawdê, poniewa¿ nie jeste¶ pewien swej w³asnej mi³o¶ci. To jedna
rzecz. I nie jeste¶ pewien swej w³asnej warto¶ci. Nie mo¿esz uwierzyæ,
¿e kto¶ naprawê mo¿e ciê kochaæ; niczego w sobie nie widzisz. Nie
umiesz siebie kochaæ, jak wiêc kto¶ inny mo¿e ciê kochaæ? To wydaje siê
tak nierealne, tak niemo¿liwe.
Czy kochasz siebie? Nawet nie zada³e¶ sobie tego pytania. Ludzie siebie
nienawidz±, potêpiaj±- ca³y czas potêpiaj±, ci±gle my¶l±, ¿e s± ¼li,
zepsuci. Jak kto¶ mo¿e ciê kochaæ, tak± z³± osobê. Nie, nikt naprawdê
nie mo¿e ciê prawdziwie kochaæ- ta osoba musi ciê nabieraæ, oszukiwaæ,
musi byæ jaki¶ inny powód. Ona pewnie chce czego¶, on pewnie chce
czego¶.
Ty znasz swoj± niegodno¶æ, bezwarto¶ciowo¶æ - wiêc mi³o¶æ musi byæ poza
kwesti±. I gdy kobieta pojawia siê i mówi, ¿e uwielbia ciê, nie umiesz
zaufaæ. Je¶li idziesz do kobiety i mówisz jej, ¿e j± uwielbiasz a ona
siebie nienawidzi, jak¿e mo¿e ci uwierzyæ? To nienawi¶æ do siebie
kreuje tê obawê i niepokój.
Nie ma sposobu by byæ pewnym drugiej osoby. Najpierw stañ siê pewnym
siebie. Osoba, która jest pewna co do samej siebie, jest pewna ca³ego
¶wiata. Pewno¶æ osi±gniêta w swoim w³asnym rdzeniu staje siê pewno¶ci±
co do wszystkiego co robisz i co ci siê przydarza. Osadzony w sobie,
ze¶rodkowany, ugruntowany w sobie, nigdy nie martwisz siê o te rzeczy.
Akceptujesz.
Je¶li kto¶ ciê kocha, akceptujesz to poniewa¿ kochasz siebie. Jeste¶
szczê¶liwy ze sob±; kto¶ inny tak¿e jest szczê¶liwy z tob± - dobrze!
Nie uderza ci to do g³owy, nie czyni ciê to szaleñczo egoistycznym. Ty
po prostu cieszysz siê sob±, kto¶ inny te¿ cieszy siê tob± - dobrze!
Gdy to trwa, ¿yj t± fikcj± tak piêknie jak to mo¿liwe - to nie bêdzie
trwaæ wiecznie.
Lecz to tak¿e kreuje problem. Gdy mi³o¶æ jest skoñczona, zaczynasz
my¶leæ, ¿e by³a fa³szywa i dlatego siê skoñczy³a. Nie, niekoniecznie -
niekoniecznie. Mog³a mieæ promyk prawdy w sobie, ale obydwoje nie
byli¶cie w stanie utrzymaæ tej prawdy. Zabili¶cie j±. By³a tam i
zabili¶cie j±. Nie byli¶cie zdolni do mi³o¶ci. Potrzebowali¶cie
mi³o¶ci; ale nie byli¶cie do niej zdolni. A wiêc spotykasz mê¿czyznê
lub kobietê; rzeczy id± bardzo dobrze, bardzo g³adko, fantastycznie
piêknie - na pocz±tku. Moment w którym przyzwyczajacie siê do siebie,
rzeczy zaczynaj± siê psuæ, pogarszaæ. Im bardziej przyzwyczajasz siê,
tym bardziej konflikt wzrasta. To zabija mi³o¶æ.
Jak ja to widzê, ka¿da mi³o¶æ ma na pocz±tku promieñ ¶wiat³a w sobie,
ale kochankowie go niszcz±. Oni przenosz± na ten promieñ ¶wiat³a ca³±
swoj± wewnêtrzn± ciemno¶æ. I niszcz± go. A kiedy zostaje zniszczony,
my¶l±, ¿e mi³o¶æ by³a fa³szywa. Oni j± zabili! Ona nie by³a fa³szywa -
oni s± fa³szywi. Promieñ by³ prawdziwy.
Wiêc nie martw siê o drug± osobê, nie martw siê o to czy jej mi³o¶æ
jest prawdziwa czy nie. Gdy jest, ciesz siê ni±. Nawet je¶li jest to
marzenie, jest dobrze o niej marzyæ. I stawaj siê bardziej i bardziej
uwa¿ny siebie i ¶wiadomy, by wyj¶æ ze snu.
Gdy jeste¶ ¶wiadomy, ca³kowicie inny rodzaj mi³o¶ci zacznie wschodziæ w
twoim sercu - mi³o¶ci, która jest absolutnie prawdziwa, która jest
czê¶ci± wieczno¶ci. Lecz wówczas nie jest ona potrzeb±, jest wtedy
luksusem.
(Fragment ksi±¿ki "Love, Freedom, Aloneness. The Koan of Relationships" Osho, Wyd. St. Martin's Griffin 2001)
Przek³ad: Magdalena Janicka
|