PDF Drukuj E-mail
MOC KOBIET
(dla kobiet i nie tylko)

    Ten tekst jest opisem procesu, który toczył się we mnie przez długi czas i trwa nadal, a rozpoczął się od zadawania sobie pytań. Początkowo chciałam, aby odpowiedzi na te pytania dał mi ktoś inny, ktoś, kto to wie. Z czasem zrozumiałam jednak, że tylko ja sama mogę sobie na nie odpowiedzieć i tylko wtedy ta odpowiedź będzie dla mnie znacząca i wartościowa. Być może ten tekst skłoni także ciebie do zadawania sobie pytań i szukania odpowiedzi na nie w sobie. Wyrusz więc w tę podróż, jesteś już gotowa....
    Po raz pierwszy ten temat pojawił się w moich rozmyślaniach, kiedy w książce „Kobieta bez winy i wstydu” Wojciecha Eichelbergera przeczytałam o kobietach, które radzą sobie ze swoim zranieniem, upokorzeniem, rozczarowaniem, poczuciem bycia niechcianą odrzucając, negując swoje ciało lub używając go przedmiotowo. Aby odzyskać swoją tożsamość, godność, odczuć pełnie, stać się podmiotem swojego życia kobieta musi ”odzyskać swoje ciało”. Widziałam że to dotyczy mnie, jest dla mnie ważne, ale nie wiedziałam co to oznacza. Co oznacza „odzyskać swoje ciało”? Jak to zrobić, jak do tego dojść? Sporo czasu minęło, wiele bolesnych uświadomień doprowadziło mnie do miejsca, gdzie zrozumiałam, że „odzyskanie ciała” oznacza równocześnie odzyskanie Mocy kobiety.

    Czym jest MOC KOBIETY? Moc wypływa ze świadomości, będąc świadomym równocześnie doświadczamy swojej mocy, moc to zdolność i chęć działania, harmonijne połączenie energii żeńskiej i męskiej w człowieku.
Jednak MOC KOBIETY rozumiem bardziej specyficznie. Moc kobiet wypływa z naturalnej zdolności do dawania życia, archetypowej, pierwotnej, instynktownej natury. Nierozerwalnie związana jest z ciałem. Moc wypływa ze świadomego połączenia się ze źródłem, naturą, z ciałem i wszystkimi procesami przebiegającymi w nim.
    Ciało kobiety nieustannie podlega cyklom, fazom, procesom, pulsuje rytmem życia, tętni, faluje. W tym nieustannym ruchu i procesie odzwierciedla się proces życia, samo życie, tworzenie, dojrzewanie, rozkwit, a także rozpad, niszczenie, śmierć. Tak wiele dzieje się w ciele kobiety. Dojrzewanie, menstruacja, dziewictwo, seks, ciąża, poród, karmienie piersią, macierzyństwo, przekwitanie, menopauza... Kiedy kobieta jest z tymi wszystkimi procesami połączona, przeżywa je świadomie, daje jej to wielką moc, wewnętrzną siłę i mądrość, kontakt z intuicją. Taką mądrość miały szamanki, kapłanki, zielarki, uzdrowicielki, taką moc mają kobiety żyjące w zgodzie ze sobą i naturą. Kiedy jednak kobieta jest oddzielona od swojego ciała - nie rozumie go, nie czuje, nie akceptuje lub nienawidzi. Wtedy także oddziela się od wszystkich przebiegających w ciele procesów, a tym samym od wewnętrznej mocy. Traci tym samym wewnętrzną Przewodniczkę, która wspiera i pokazuje drogę.

    Kobiety straciły swoją Moc. Zagubiły ją, oddzieliły się od niej, nie mają do niej dostępu. Jednak moc ciągle jest w kobietach, nieustannie bijące źródło życia czeka, aby do niego dotrzeć i z niego czerpać. I coraz więcej kobiet zadaje sobie wiele pytań na ten temat i coraz więcej kobiet znajduje odpowiedzi. Coraz więcej kobiet wyrusza w piękną podróż ku swojemu ciału...
Zanim jednak przyjrzę się temu jak dotrzeć do swojej mocy, warto zastanowić się jak kobiety utraciły swoją moc? Dzieje się to w dwóch wymiarach: jeden to zapisany w zbiorowej podświadomości długi i uwarunkowany historycznie proces dotyczący kobiet w ogólności, drugi to w wymiarze jednego życia proces dotyczący poszczególnej kobiety, oparty na negatywnym przekazie pokoleniowym. Oba na siebie wzajemnie wpływają, przenikają się i warunkują.
    W wymiarze historycznym zatrzymam się tylko na jednym, znamiennym zjawisku – paleniu czarownic. Czarownica, wiedźma. Kim była? Tą, która uprawa czary, czy tą która WIE i ma MOC? Kimkolwiek były czarownice, na pewno odznaczały się niezależnością, wolnością w myśleniu i wyrażaniu siebie. Były inne, odważne, nie przystawały do swoich czasów. Za to je niszczono przez blisko 300 lat. Kobiety nauczyły się, że bycie świadomą siebie, lub nawet poszukiwanie tego, może być niebezpieczne, może zagrażać życiu.
    A jak to się dzieje w wymiarze życia poszczególnej kobiety? Chyba najtrafniej i najdramatyczniej opisał W. Eichelberger w „Kobiecie bez winy i wstydu” historię Małej Dziewczynki. Kobieta wychowana w pokoleniowym łańcuchu kobiet upokorzonych, wykorzystywanych emocjonalnie i seksualnie, przekazuje swojej córce całą niechęć do kobiecego ciała, poprzez swój przykład uczy córkę, że najbezpieczniej jest odrzucić swoje ciało, odciąć się od niego. Matka, która nie akceptuje swojej kobiecości, nie może w pełni pokochać swojej córki. Został przerwany łańcuch pozytywnego wzorca kobiecości. Matka nie jest w stanie nauczyć córkę bycia kobietą, przekazać jej poczucia godności, autonomii i kontaktu z własnym ciałem.
    Z kolei mężczyzna, często wychowany przez matkę, która także odrzucała swoje ciało, kiedy staje się ojcem, przekazuje ten komunikat swojej córce: coś jest z tobą nie w porządku, poprzez swoją seksualność stajesz się kimś podejrzanym.
W rezultacie tych doświadczeń, swoich własnych oraz przejętych w pokoleniowym przekazie, kobieta żyje oddzielona od swojego ciała, w niezgodzie z procesami w nim zachodzącymi, a tym samym traci swoją moc, oddziela się od niej. Swoją pierwotną, archetypową moc zastępuje odgrywanymi rolami i manipulacją innymi.

    Po raz pierwszy w moim życiu spontanicznie doświadczyłam swojej mocy wewnętrznej kiedy byłam w ciąży, a później przez rok karmiłam piersią swoje dziecko. Był to stan dotąd mi nie znany, poczucie pełni, bycia osobą ważną, godną szacunku. Miałam większe poczucie własnej wartości, większą pewność siebie, poczucie sensu swojego życia, radości, po prostu dobrze czułam się sama ze sobą. Wiedziałam także co jest dobre dla mnie i mojego dziecka. Po prostu WIEDZIAŁAM. Wtedy myślałam, że ten stan pojawił się samoistnie wraz z tym jak zamieszkała w moim brzuchu jakaś istota, dusza i przez to ja i moje życie nabrały większego sensu, wartości. Teraz jednak wiem, że ten stan poczucia pełni wywołało coś zupełnie innego. Od momentu, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, zaczęłam obserwować swoje ciało, obserwować swój brzuch, kierować na niego uwagę. I robiłam to z MIŁOŚCIĄ. Nagle moje ciało stało się dla mnie ważne, zaczęło żyć. A wraz z nim ja poczułam co oznacza być sobą, żyć w pełni, wyrażać swoje potrzeby, szanować siebie, otaczać siebie opieką, dbać o siebie, być dla siebie łagodną i wyrozumiałą. To wszystko stało się za sprawą UWAGI, jaką dałam swojemu ciału. I co najważniejsze, ta uwaga była przepełniona miłością. Później przez długie lata tęskniłam do tego stanu, nie wiedząc, że mam do niego dostęp zawsze.

    Wiele kobiet w tym miejscu pomyśli, przecież ja poświęcam uwagę mojemu ciału, dbam o nie, troszczę się o nie. Ale ja nie mówię o kosmetykach, makijażach, nie mówię o czasie spędzanym przed lustrem, nie mówię o ciele z zewnątrz. Mówiąc „skierowałam uwagę na ciało”, mam na myśli ”skierowanie uwagi do ciała”, do wewnątrz.
    Obserwuj swoje ciało od wewnątrz, wejrzyj w nie głęboko, skieruj w nie swój oddech, poczuj swój brzuch od wewnątrz, a kiedy wejrzysz głęboko, zejdź jeszcze głębiej, i jeszcze głębiej... Skieruj tam swoje wewnętrzne oko, przenikliwe, uważne i czujne. Tam gdzieś w głębi twoich trzewi, w miejscu, którego już dawno, a może nigdy, nie odwiedzałaś, bije źródło wewnętrznej Mocy, miejsce, w którym kobieta WIE i CZUJE. Wie, co dla niej dobre, a co nie, wie czego chce, a czego nie chce, co jej służy, czego pragnie, czego potrzebuje, co jest dla niej niezbędne. Wie kim jest i zna swoją wartość. Jeśli tam kobieta sięga szukając odpowiedzi na swoje pytania, nigdy nie dopuści do tego by być poniżoną czy wykorzystaną. Znajdź w sobie to miejsce, a jest ono głębiej niż kiedykolwiek myślałaś. Kiedy skierujesz swoją uwagę na ciało, obserwuj także uczucia do swojego ciała i przyjmij to wszystko razem. Przytul i te uczucia i ciało.
    Na początku może to być trudne, bo możesz tam napotkać na wiele bólu, zranień, upokorzeń, nienawiści, możesz tam spotkać swoje zranione dziecko, zbuntowaną nastolatkę lub wykorzystaną i poniżoną kobietę. Możesz napotkać pogardę, wstyd, napiętnowanie, potępienie, odrzucenie, poczucie winy, gniew, zdradę wobec samej siebie i innych kobiet. Ale tam, pod tym bólem jest schowana, ukryta twoja Moc, pasja, radość, spełnienie. Dlatego tak ważne jest, aby wybierając się w tą podróż zabrać ze sobą Miłość. A jeśli nie możesz skierować tam miłości, to POZWÓL być temu wszystkiemu co tam napotkasz, uszanuj każde swoje zranienie, każde odczucie, każdy ból, każdą energie. Pochyl się na nimi, ogarnij je i przytul. Obdarz je szacunkiem i pozwól im być.

    Kobiety często zajmują się swoim ciałem. Ale z jakich powodów kierują na nie uwagę? Kiedy chcemy ciało ulepszyć, poprawić, upiększyć, odchudzić czy nawet oczyścić, zakładamy, że coś nim jest nie tak, wychodzimy z przestrzeni lęku, wchodzimy w obszar rywalizacji z kobietami i manipulacji mężczyznami. To nie dodaje nam mocy. Nasz negatywny osąd tego co jest stwarza opór, nie pozwala nam odczuwać ciała, połączyć się z nim. Podobnie jest kiedy czujemy ból. Wtedy też kierujemy uwagę na ciało, ale także z lękiem. Tylko kiedy obserwujemy ciało, kierujemy na nie swoją uwagę i przyjmujemy je takim jakie jest, odzyskujemy nasze ciało, a to nas łączy z mocą wewnętrzną. Kiedy zwracamy uwagę na ciało, bo nas boli lub nie zadawala nas jego wygląd, wtedy nasza uwaga nasiąknięta jest poczuciem braku, lękiem. To nie łączy nas z mocą. Jak często łączymy się ze swoim ciałem z przestrzeni miłości?

    Mogłoby się wydawać, że dzieje się tak w czasie aktu seksualnego. Ale czy rzeczywiście wtedy jesteśmy blisko siebie, ze swoim ciałem? Jakże często kobieta doświadcza aktu seksualnego jakby z zewnątrz, poprzez mężczyznę. Nie używa swojego wewnętrznego oka, ale patrzy na siebie, doświadcza siebie poprzez doświadczenia partnera. Kobieta zastanawia się: jak on mnie odbiera, czego pragnie, czego potrzebuje, czy jest mu dobrze. Czy tyle samo uwagi poświęca swoim doznaniom? Czy pozwala sobie wyrażać swoje potrzeby, pragnienia choćby w tym samym stopniu w jakim zajmuje się potrzebami partnera? Czy umie postawić granice w tym czego chce, a czego nie chce? Odpowiedzi jest tyle ile kobiet, ważne, żeby zachować uczciwość wobec siebie w tych odpowiedziach.
    Znamienne jest to jaki sposób kobieta ustawia się, określa, w relacji z partnerem podczas aktu seksualnego. Oddaje się mężczyźnie czy go przyjmuję? To zasadnicza różnica. Za słowem idzie uwaga i energia. Kiedy mu się oddaje, moja uwaga jest poza mną. Kiedy przyjmuję mężczyznę, to moja uwaga i energia pozostają ze mną, co nie oznacza, że nie dbam o partnera. To tak jak z przyjmowaniem gości. Kiedy przyjmuję gościa w swoim domu zadbam o niego, o jego wygodę, dobre samopoczucie najlepiej jak umiem, choć niekoniecznie muszę mu oddawać swoje łóżko i swoje miejsce przy stole. Kiedy odwiedzam kogoś w jego domu (oddaję się) wtedy także może być miło i przyjemnie, bo on pewnie też zadba o mnie, ale mój dom stoi wtedy PUSTY.

    Jakże często nasz wewnętrzny dom stoi pusty, bo go opuściłyśmy, nawet go nie odwiedzamy. Ciało jest naszym domem, domem naszej duszy, jedynym prawdziwym jaki mamy, jedynym trwałym. W obrębie naszego życia nasze ciało jest nieśmiertelne, jest naszym domem wewnętrznym danym na całe życie. W ciele bije źródło życia. Oddzielając się od ciała tracimy nasze korzenie. Zakorzenić się w sobie, zamieszkać we własnym ciele, to tkwić zawsze chociaż cząstką uwagi w jego polu energetycznym. Czuć ciało od wewnątrz. Kiedy kierujemy uwagę na ciało, obserwujemy je wewnętrznym okiem, i ta uwaga nasycona jest miłością, łączymy się z naszym ciałem, odzyskujemy je, stajemy się świadome siebie, docieramy do swojej pierwotnej natury, do swojej mocy. Stamtąd pochodzi nasza mądrość, zaufanie do siebie, intuicja, radość życia, pasja twórcza, spontaniczność.

    Moc kobiety wypływająca ze zdolności dawania życia, nierozerwalnie połączona jest z kreacją, twórczością oraz wszystkim co wiąże się z cyklicznością, pulsowaniem, rytmem, tętnieniem. Wszystko, co kontaktuje nas bezpośrednio z ciałem, czynności mające własny wewnętrzny rytm lub co jest twórcze kieruje nas bezpośrednio do naszej mocy wewnętrznej, wprost do źródła. Dotrzesz do mocy łącząc ze sobą te trzy elementy: ciało, rytm i twórczość. Jaką to niesie radość wie każda kobieta, która biegała boso po trawie, pływała nago w jeziorze, grała na bębnie, tańczyła czy śpiewała przy ognisku, pielęgnowała ogród, pisała wiersze, malowała obrazy, czy choćby haftowała. Wszystko to przywraca nam radość życia, daje choćby na chwile poczucie pełni, gdyż łączy to nas z pierwotną naturą, niezniszczalną siłą kobiecości, Mocą kobiety. Dlatego tak ważne jest, aby w biegu życia dać sobie czas i możliwość na twórczość, ruch, medytację, pasję. Jeśli nie wiesz jak rozpocząć swoją podróż w głąb siebie, zacznij od czegoś, co poruszy twoje ciało. Zacznij np. grać na bębnie lub tańczyć i poczuj wibrującą energie, która przenika każdą komórkę. Potrząśnij swoim ciałem, rozedrgaj je, wpraw w ruch, w rytm, poczuj jak tętni w nim życie. Możesz też zacząć tworzyć, pisz wiersze, maluj obrazy. Poczuj, jak budzi się w tobie pasja, wewnętrzny ogień, który sprawia, że chce ci się rano wstawać godzinę wcześniej, że czujesz sens i radość życia. Podobnie kiedy medytujesz, świadomie oddychasz, pielęgnujesz ogród, kiedy uspokoi się twój umysł, zaczynasz doświadczać swojego wewnętrznego pola energetycznego, zaczynasz czuć swoje ciało od wewnątrz. Wejdź też kontakt z ziemią, naszą Matką, poczuj ją pod swoimi stopami, stwórz swoje własne terytorium, jakkolwiek to rozumiesz, znajdź swoje miejsce na ziemi. Weź masaż, śmiej się głośno, baw się...
    Drogą kobiety do odzyskania mocy jest stać się świadomą i odzyskać ciało we wszystkich jego przejawach. Świadomość ciała nie jest równoznaczna z posiadaniem ciała. Przez utratę fizyczną piersi czy narządów rodnych można także odzyskać świadomość ciała. Brak jakiegoś organu, nie bycie matką – świadomość braku – też może doprowadzić do odzyskania ciała. Chodzi o to aby moja uwaga skierowała się ku mojemu ciału i bym przyjęła je takim jakie jest. Nie jest ważne co spowoduje, że zaczniemy kierować uwagę na ciało, może to być także ból, fizyczny lub emocjonalny. Kiedy jednak przestaniemy ten ból osądzać, a przez to opierać się temu co jest, pojawi się pozwolenie na stan obecny, a za nim połączenie się ze sobą. Ważna jest świadomość więzi z ciałem, a nie posiadanie lub nie jakiś organów czy prokreacja. Ważne jest połączenie z ciałem we wszystkich jego aspektach i przejawach. Dziewictwo, dojrzewanie, miesiączkowanie, seks, ciąża, poród, karmienie piersią, macierzyństwo, przekwitanie...

    Przyjęcie siebie, swojego ciała oznacza także przyjęcie innych kobiet, budowanie więzi pomiędzy kobietami. Jeśli nie jestem połączona ze sobą, nie czuję lub nie lubię swojego ciała, nie mogę też przyjąć w pełni innych kobiet, połączyć się z nimi w przyjaźni pełnej współodczuwania. W zamian za to często mamy „przyjaźń” opartą na rywalizacji. Jeśli jednak zdarza się prawdziwa przyjaźń miedzy kobietami, to może być ona także piękną drogą ku sobie, ku zrozumieniu i przyjęciu siebie poprzez więź z drugą kobietą. Także przebywanie kobiet w grupie, wzajemne wsparcie, odczucie lojalności, szacunku dla odrębności a zarazem wspólnoty, łączy nas z pierwotną, plemienną, archetypową naturą.

    Ważne jest budowanie więzi między kobietami, ale nie w opozycji do mężczyzn, nie przeciwko mężczyznom. Jeśli kobiety uważają, że to mężczyźni odebrali im moc i chcą ją z powrotem odzyskać, to wtedy szukają swojej mocy tam, gdzie jej nie ma – poza sobą. Wystarczy ją w sobie przywrócić, odnaleźć, ona tam jest, jest w zasięgu naszej uwagi. Jeśli szukamy jej poza sobą – oddalamy się od niej. Jeśli szukamy przyczyn lub winy w mężczyznach – oddalamy się od siebie. Mężczyźni nie odebrali kobietom mocy, to kobiety oddaliły się od niej. Można powiedzieć też, że same oddały swoją moc mężczyznom, w nich widząc źródło swojego zaspokojenia i spełnienia, poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa. Kobieta oddaje swoją moc mężczyźnie także poprzez ciało, gdy chęć zadowolenia mężczyzny ważniejsza niż myśl o sobie. Chęć przypodobania się mężczyznom, zyskania ich zainteresowania, to sposób na utrzymanie złudnej władzy przez manipulacje. To także zabiera moc kobiecie, bo wtedy cała jej uwaga skupia się na zewnątrz, na mężczyźnie.

    Zakotwiczenie choć cząstki swojej uwagi w ciele zapewnia stały kontakt ze źródłem mocy. Cokolwiek czujesz w ciele, czy jest to bolesna, czy radosna cząstka ciebie, czy czujesz ją fizycznie czy emocjonalnie, potraktuj ją jako kotwicę, która zatrzyma twoją uwagę w ciele. Jeśli pojawiające się w ciele energie, także te związane z cyklem miesiączkowym, seksualnością, macierzyństwem, poddasz obserwacji i stworzysz dla nich miejsce, przestrzeń wewnątrz siebie, pozwolisz im być, poddasz się im, przytulisz je, uszanujesz, wtedy doświadczysz swojej mocy płynącej ze źródła pierwotnej natury Kobiety, a tym samym odzyskasz swoje ciało i odzyskasz moc.

    Pisałam ten tekst z punktu widzenia kobiety i z myślą o kobietach, ale ma on także szerszy, bardziej uniwersalny wymiar. Nieważne, czy jesteś kobietą czy mężczyzną, twoja droga do siebie nie może ominąć odzyskania kontaktu ze swoim ciałem, odzyskania swojego ciała.


Dorota Kołodziej

< Poprzedni   Następny >